Zacznijmy od tego, czym tak właściwie jest taka sesja? O co chodzi z tą całą modą na sesje w domu? I jak to w domu, podczas gdy przecież planujemy remont za rok, dwa… Bo mamy zbyt kolorowe ściany, na których jeszcze są rysunki dzieci.. I na kanapie i stole też… I wszędzie zabawki, które zawsze same przecież dostają nóżek i wychodzą z pokoju dziecięcego do salonu za każdym razem gdy je sprzątniesz.

A widzisz! Opowiem Wam jak ja to widzę i rozumiem. Zdjęcia wykonuje w studio z rekwizytami, bajecznie ułożonymi maluszkami w misach czy wiadrach. Lubię to. Naprawdę, jest to dla mnie ogromna radość jako estetki i perfekcjonistki. Ale jeszcze bardziej lubię gdy na zdjęciach mogę ‚przemycić’ coś więcej ‚waszego’. Czyli Waszą podłogę, która tak wiele wycierpiała – na początku siurków, które nie zawsze złapaliście na przewijaku (rodzice chłopców doskonale wiedzą co mam na myśli;) ), później zabaw z dzieckiem. Właśnie – Waszych zabaw, na Waszej podłodze, obok Wasza kanapa, na której siadacie pijąc Waszą ulubioną kawę w Waszych kubkach, które dostaliście na Waszym ślubie… Teraz rozumiesz o co mi chodzi? Wrócicie do tych zdjęć za 10 lat. Może będziecie na innym etapie – nie w mieszkaniu, a nowym domu. Nie u rodziców, a na swoim. Otworzycie album i właśnie będziecie mogli docenić te zmiany jeszcze bardziej. Wrócić do tego jak było jeszcze niedawno… Ile radości, nieraz trudu wam to sprawiało. To wszystko są to piękne wspomnienia. Zobacz ile się zmieniło. To właśnie w tych pierwszych mieszkaniach zaczynają się zazwyczaj Wasze wspólne historie.

 Pamiętasz opowieści swoich rodziców lub dziadków? ‚My jak byliśmy dziećmi, to były TAKIE zaspy ze śniegu, że tunele trzeba było drążyć!’ – Zawsze żałowałam za dzieciaka że nie mają zdjęć, by mi pokazać. Dla mnie wtedy było to niewyobrażalne jak można drążyć tunele w śniegu?! Dlatego właśnie bliskim mojemu sercu są sesje lifestyle, każda inna i tak bardzo indywidualna. Są to prawdziwe wspomnienia, które będą wywoływały w Was prawdziwe wzruszenie.

Jestem święcie przekonana, że oglądając z dzieckiem album – najchętniej będą pytały o te wspólne, gdzie czytacie książeczkę, tańczycie, przytulacie się, leżycie razem, siedzicie w kuchni, której może już nie poznaje, bo się przeprowadziliście? Opowiecie wtedy o ‚starym domku’… Może do zdjęć dołączy babcia? W międzyczasie można zrobić tyle rzeczy… Ciasto, uczesać włosy, wejść na ramiona taty. Rodzina się zmienia, otoczenie się zmienia, dzieci rosną (zawsze za szybko), a moment na zdjęciu pozostaje nieśmiertelny.

Kwestie praktyczne

Częstym pytaniem jakie pojawia się podczas rezerwacji jest – jak się ubrać? Zawsze i niezmiennie sugeruje jasne, białe, pastelowe stylizacje. Może brązy, beże, musztardowa żółć? A może uwielbiacie szary? To tylko moje sugestie, a wasze stylizacje na dobrą sprawę są dowolne. Najważniejsze, byście czuli się swobodnie i komfortowo. Jeśli macie jakiś ulubiony zwariowany bodziak dla dziecka – przygotujcie go. Nie martwcie się, że średnio pasuje do Waszej wizji ‚w bieli’ – przecież możemy kilka ujęć maluchowi wykonać w tym bodziaku, a do zdjęć wspólnych – przebrać w biel.

Jeśli chodzi o Wasze mieszkanie – pamiętajcie że stanowi ono ‚tylko i aż’ tło do Waszych interakcji które będziemy fotografowali. Stanowi aktualnie wasz azyl, waszą ostoje spokoju, rozpoczęło Waszą wspólną historię – dlatego właśnie jest wyjątkowe i najlepsze! Jest Wasze! Nie ważne czy ma ono 150 metrów kwadratowych, czy może jest to malutka kawalerka. Wystarczy łóżko rodziców, może kawałek blatu w kuchni, podłoga w salonie lub kanapa… Naprawdę, wszędzie można wyczarować coś pięknego.

Warto jedynie by pomieszczenia gdzie będziemy wykonywali zdjęcia warto by miały ‚ogólną ogładę’ – czyli mam tu na myśli pozostawione naczynia/ubrania/zbędne rzeczy które nie chcielibyście by były na zdjęciach.

Do sesji noworodkowych w domu zabieram białą owijkę, w której maluch czuje się otulony i bezpieczny. Wykonujemy zdjęcia również gdy nie śpi, na waszych rękach, czy podczas karmienia. Maluszek będzie miał z pewnością wykonane kilka ujęć indywidualnych, czy ze starszym rodzeństwem (zawsze w asyście rodziców). Bardzo lubię wykonywać również ‚detale’ maleństwa – drobne rączki na palcu taty czy stópki… Staram się, by materiał był różnorodny i tworzył piękną, ciekawą historię.

Jeśli chodzi o dzieci starsze – najlepiej czują się ‚na swoim terenie’. Dlatego bez przymuszania do pozowania – bawią się, skaczą, wygłupiają z rodzicami, pokazują swoje ulubione zabawki, a ja mogę wszystko utrwalić. Taka sesja jest fantastycznym sposobem na spędzenie czasu razem i rozpieszczaniem siebie nawzajem.